Audyt SEO – co sprawdzam na każdej stronie, jak wygląda mój raport i dlaczego większość stron ma te same 7 problemów
Po 15 latach audytowania stron wiem, że 80% problemów to te same 7 błędów. Zmienia się technologia, zmieniają się algorytmy Google, zmieniają się platformy CMS – ale te same fundamentalne luki powtarzają się w projektach małych lokalnych firm, e-commerce z tysiącami produktów i rozbudowanych serwisów korporacyjnych. W tym artykule opisuję wszystkie 7 po kolei, bo chcę, żebyś wiedział dokładnie, na co zwracam uwagę – zanim jeszcze wyślesz mi URL swojej strony.
Audyt SEO to nie jednorazowe wygenerowanie raportu z narzędzia. To proces, w którym zestawiam dane ilościowe z oceną jakościową: patrzę, co Google faktycznie indeksuje, jak użytkownicy wchodzą na stronę, gdzie tracisz widoczność i dlaczego. Efektem jest dokument, z którym możesz coś zrobić – lista priorytetów z uzasadnieniem, nie plik PDF z 300 czerwonymi ikonkami bez kontekstu.
Jeśli szukasz szybkiego podglądu swojej witryny, zanim zdecydujesz się na pełną analizę, sprawdź mój bezpłatny audyt – zrobię go bez zobowiązań. Na tej stronie opisuję natomiast metodologię pełnego audytu: co sprawdzam, jakimi narzędziami, jak wygląda raport i co możesz z nim zrobić.
7 błędów, które znajduję na każdym nowym projekcie SEO
- Brak schema markup
Około 80% stron, które trafią do mnie po raz pierwszy, nie ma wdrożonego żadnego ustrukturyzowanego znacznika danych. Mówię o podstawach: LocalBusiness, Person, Service, Product. Google od lat nagradza strony, które mówią mu wprost, czym się zajmują – rich snippets zwiększają CTR, a ich brak to konkretna strata widoczności w SERP. Schema to nie magia, to kilkanaście linijek JSON-LD, które każdy developer wdroży w godzinę.
- Zduplikowane meta title i description
Drugi najczęstszy problem. Sklepy internetowe mają setki produktów z identycznym tytułem „Produkt – Nazwa sklepu”, blogi generują duplikaty przez tagi i kategorie, a strony firmowe kopiują ten sam opis na każdej podstronie usługowej. Google musi sam zdecydować, którą stronę pokazać na dane zapytanie – i bardzo często się myli. Audyt techniczny SEO ujawnia te przypadki w ciągu kilku minut crawlu.
- Zerwane linki wewnętrzne i błędy 404
Każda strona z historią ma je – usunięte wpisy, zmienione URL-e po migracji, produkty wycofane ze sprzedaży. Zerwane linki wewnętrzne to podwójny problem: tracisz „link juice” przekazywany między podstronami i serwujesz użytkownikom ślepe zaułki. Google Search Console pokazuje część z nich, ale pełny obraz daje dopiero crawl – porównuję wtedy stan crawlera z danymi GSC i identyfikuję każde źródło błędu 4xx.
- Brak canonicali na duplikatach
Parametry UTM w URL-ach, paginacja (/page/2/, /page/3/), wersje www i non-www, HTTP vs HTTPS, trailing slash – każda z tych kombinacji może tworzyć techniczne duplikaty, które rozpraszają sygnały rankingowe. Canonical to prosty znacznik, który mówi Google: „ta strona jest kanoniczna, reszta to warianty”. Bez niego Google sam wybiera – i nie zawsze wybiera tę stronę, na której Ci zależy.
- Core Web Vitals poniżej progów
LCP powyżej 2,5 sekundy, INP powyżej 200 milisekund, CLS powyżej 0,1 – to nie są liczby abstrakcyjne. Od 2021 roku Core Web Vitals są oficjalnym sygnałem rankingowym. W praktyce widzę strony na WordPressie z dziesięcioma niezoptymalizowanymi wtyczkami, zdjęciami bez kompresji i renderowaniem blokowanym przez JavaScript, które nie przechodzą progu „dobrego” na żadnej z trzech metryk. To bezpośrednio przekłada się na pozycje – szczególnie w konkurencyjnych niszach.
- Blokowanie zasobów JS/CSS przez robots.txt
To błąd, który robią programiści z dobrą intencją – chcą ukryć zasoby backendowe. Efekt uboczny jest katastrofalny: Googlebot nie może wyrenderować strony, bo nie widzi arkuszy stylów ani skryptów. Strona wygląda dla crawlera jak uszkodzony HTML z lat 90. W raporcie zawsze sprawdzam plik robots.txt i testuję renderowanie przez Google Search Console.
- Brak struktury nagłówków
Dwa znaczniki H1 na jednej stronie, brak H2 i H3 na długich treściach, nagłówki używane wyłącznie do stylowania czcionki – to nagminne. Struktura nagłówków to mapa treści: mówi Google, co jest głównym tematem strony, a co kontekstem pomocniczym. Strona bez logicznej hierarchii H1→H2→H3 jest dla algorytmu trudna do zrozumienia, co bezpośrednio wpływa na relevance dla fraz kluczowych.
Narzędzia, których używam w audycie SEO – i dlaczego nie używam wszystkich jednocześnie
Każde narzędzie odpowiada na inne pytanie. Używanie wszystkich jednocześnie generuje szum, nie wartość – dlatego mam ustaloną kolejność i wiem, po co sięgam po każde z nich.
- Google Search Console – zaczynam zawsze tutaj. To dane prosto od Google: które strony są indeksowane, na jakie frazy wyświetla się witryna, jaki jest CTR, gdzie są błędy indeksowania i crawlowania. Google Search Console jest bezpłatne i ma przewagę nad każdym zewnętrznym narzędziem – raportuje field data, czyli rzeczywiste zachowanie Googlebota na Twojej stronie, nie symulację. Dane z GSC są moim głównym punktem odniesienia.
- Screaming Frog SEO Spider – crawl techniczny. Przechodzi przez całą strukturę URL strony i zwraca mi w tabeli: błędy 4xx, 5xx, łańcuchy redirectów, duplikaty title i description, brakujące H1, obrazy bez atrybutu alt, paginację bez rel=next, canonicale wskazujące na siebie lub złe URL-e. Na stronie z 500+ podstronami Screaming Frog robi w kwadrans to, co ręcznie zajęłoby kilka dni.
- PageSpeed Insights / dane CrUX – analiza Core Web Vitals. PSI daje mi zarówno dane laboratoryjne (Lighthouse), jak i terenowe z Chrome User Experience Report. Różnica jest istotna: dane lab mierzę ja w kontrolowanych warunkach, dane field to rzeczywiste doświadczenie użytkowników. Google używa field data do rankingów – więc to ona jest prawdziwą miarą wydajności.
- Ahrefs / Semrush – profil linków i analiza konkurencji. Sprawdzam, skąd strona dostaje backlinki, czy są wśród nich toksyczne domeny, jaki jest anchor text i jak wygląda autorytet domeny na tle konkurentów. Ahrefs lepiej radzi sobie z indeksem linków, Semrush ma mocniejsze narzędzia do gap analizy fraz. W zależności od projektu używam jednego lub obydwu.
- Google Rich Results Test – walidacja schema markup. Po każdym wdrożeniu lub audycie istniejącej struktury danych sprawdzam, czy znaczniki są poprawnie parsowane i czy strona kwalifikuje się do rich snippets w wynikach wyszukiwania.
- Manual review – czego żadne narzędzie nie zastąpi. Narzędzia wykrywają błędy techniczne. Nie ocenią, czy treść odpowiada na intencję wyszukiwania, czy strona buduje zaufanie (E-E-A-T), czy architektura informacji jest logiczna dla użytkownika. To wymaga człowieka – i 15 lat doświadczenia, żeby ocenić to szybko i trafnie.
Jak przebiega audyt SEO – mój proces w 6 etapach
- Analiza Google Search Console
To zawsze pierwszy krok. Przeglądam raport wydajności (wyświetlenia, kliknięcia, CTR, pozycje), raport indeksowania (strony indeksowane vs nieindeksowane z powodami), anomalie crawlowania i Coverage Report. Szukam fraz, które mają dużo wyświetleń i niski CTR – to strony z potencjałem do optymalizacji title i description bez dotykania treści. GSC często wskazuje też kanibalizację fraz, gdy dwie podstrony walczą o tę samą pozycję.
- Crawl Screaming Frogiem
Po podłączeniu GSC do Screaming Froga (integracja API) mogę porównać, które URL-e crawluje narzędzie versus co indeksuje Google. Crawl zwraca pełną listę błędów 4xx i 5xx, łańcuchy i pętle redirectów, zduplikowane meta tagi, obrazy bez alt, brakujące lub niepoprawne canonicale oraz strukturę linkowania wewnętrznego. To fundament raportu technicznego.
- Analiza techniczna: robots.txt, sitemap, canonical
Sprawdzam plik robots.txt pod kątem przypadkowego blokowania ważnych zasobów. Weryfikuję, czy sitemap XML jest aktualna, czy zawiera tylko strony indeksowalne (bez noindex, bez 4xx) i czy jest zgłoszona w GSC. Analizuję logikę canonicali – szczególnie w przypadku e-commerce z parametrami filtrowania i sortowania oraz na stronach z paginacją.
- Core Web Vitals – PSI, CrUX, dane terenowe vs laboratoryjne
Mierzę wszystkie trzy metryki: LCP (Largest Contentful Paint), INP (Interaction to Next Paint) i CLS (Cumulative Layout Shift). Dla każdej porównuję dane lab z field data z CrUX. Identyfikuję konkretne elementy blokujące rendering: nieoptymalne obrazy, nieużywany JavaScript, brakujący font-display:swap, brak lazy loadingu, zbyt duże DOM. Każde zalecenie opisuję z szacowanym wpływem na metrykę.
- On-page: title, description, H1, schema, treść
Przeglądam ręcznie kluczowe podstrony pod kątem zgodności frazy docelowej z title, H1 i pierwszym akapitem treści. Sprawdzam, czy intencja wyszukiwania jest właściwie zaadresowana, czy treść ma odpowiednią głębokość i strukturę nagłówkową. Weryfikuję istniejące schema markup przez Google Rich Results Test i identyfikuję braki.
- Off-page: profil linków, toxic links, anchor text
Analizuję profil backlinków w Ahrefs lub Semrush: liczbę domów odsyłających, ich autorytet, rozkład anchor textu (brandowe, generyczne, exact match, nagie URL-e). Identyfikuję linki z potencjalnie toksycznych domen (spam score) i oceniam, czy profil jest naturalny na tle konkurencji w niszy. W razie potrzeby przygotowuję listę do disavow.
Co zawiera raport po audycie SEO – przykładowa struktura
Raport dostarczam w formacie PDF + arkusz Google Sheets z listą błędów. Nie jest to wydruk z narzędzia – każda sekcja zawiera mój komentarz i rekomendację działania.
- Executive summary – pierwsza strona raportu, bez technicznego żargonu. Opisuję, co wymaga natychmiastowej uwagi (np. strona częściowo zablokowana w robots.txt, krytyczne błędy Core Web Vitals) i co może poczekać na kolejny sprint. Klient lub zarząd widzi od razu, jakie są priorytety.
- Macierz priorytetów 1-2-3 (impact vs effort) – każdy błąd oceniam pod kątem wpływu na widoczność i trudności wdrożenia. Priorytet 1 to szybkie wygrane: duży efekt, małe nakłady. Priorytet 3 to zmiany strategiczne: ważne, ale wymagające zasobów. Dzięki temu wiesz, od czego zacząć.
- Szczegółowa lista błędów z URL-ami – arkusz kalkulacyjny z każdym problemem: kategoria błędu, adres URL, opis, zalecone działanie, priorytet. Format gotowy do przekazania developerowi bez dodatkowych wyjaśnień.
- Rekomendacje z przykładami wdrożeń – do każdej kategorii problemów dołączam przykładowy kod (np. poprawny JSON-LD dla LocalBusiness, przykład tagu canonical, konfiguracja .htaccess dla redirectów) lub instrukcję krok po kroku dla popularnych CMS.
- Benchmark: stan obecny vs cel – zestawienie kluczowych metryk przed audytem (pozycje, widoczność, Core Web Vitals, liczba zaindeksowanych stron) z celami po wdrożeniu rekomendacji. To punkt wyjścia do mierzenia efektów.
- Materiały pomocnicze – checklisty wdrożeniowe, przykłady poprawnych meta tagów dopasowane do Twojej niszy, lista narzędzi do samodzielnej weryfikacji po zmianach.
Co zrobić z raportem z audytu – jak wdrożyć zmiany
Raport to mapa, nie koniec drogi. Masz trzy opcje, jak go wykorzystać:
- Wdrażasz sam lub z własnym developerem – raport jest napisany tak, żeby programista mógł wziąć listę błędów i działać bez dodatkowych konsultacji. Dołączam przykładowy kod i instrukcje dla najpopularniejszych platform (WordPress, PrestaShop, niestandardowe CMS). Jeśli pojawią się pytania techniczne, odpowiadam e-mailem.
- Ja wdrażam zmiany – za osobną opłatą – jeśli nie masz zasobów developerskich lub chcesz mieć pewność, że zmiany są wdrożone prawidłowo, mogę zająć się wdrożeniem rekomendacji z raportu. Wycena zależy od zakresu – ustalamy ją po dostarczeniu audytu.
- Dalsze pozycjonowanie za efekt – audyt jest często pierwszym krokiem do długofalowej współpracy. Po usunięciu błędów technicznych i on-page przechodzimy do budowania widoczności: tworzenia treści, pozyskiwania linków i pracy nad autorytetem domeny. Więcej o tej formie współpracy opisuję na stronie pozycjonowania za efekt.
Audyt wpisuje się w szerszy
proces pozycjonowania jako fundament – bez wiedzy o stanie technicznym strony każda kolejna aktywność SEO jest strzelaniem na oślep. Dlatego nowe projekty zaczynam zawsze od pełnej diagnozy, zanim zaproponuję jakiekolwiek działania.
FAQ – najczęstsze pytania o audyt SEO
Czym różni się audyt SEO od bezpłatnego skanera online?
Skanery online – niezależnie od tego, jak atrakcyjnie wyglądają ich interfejsy – robią jedno: wykrywają błędy techniczne na podstawie crawlu. Brakujące meta tagi, brak SSL, wolny czas ładowania – to rzeczy, które każdy automat znajdzie w kilka minut. Problem polega na tym, że to tylko wierzchołek góry lodowej.
Prawdziwe problemy z widocznością w Google rzadko leżą w brakującym tagu description. Leżą w tym, że strona targetuje frazy o złej intencji wyszukiwania – użytkownik szuka porównania produktów, a strona próbuje mu od razu sprzedać. Albo w tym, że treść jest technicznie poprawna, ale nie spełnia kryteriów E-E-A-T: brak autora, brak doświadczenia branżowego widocznego w tekście, brak sygnałów zaufania. Albo w tym, że istnieje content gap – konkurenci rankują na 40 fraz powiązanych z Twoją niszą, których Ty w ogóle nie obsługujesz.
Żaden skaner online nie powie Ci, że Twoja strona usługi X jest wypchnięta z top 10 przez Twoją własną stronę bloga o X. Żaden automat nie oceni, czy długość treści jest adekwatna do intencji zapytania, czy struktura nagłówków buduje logiczny argument dla użytkownika, czy strona „o nas” jest napisana tak, żeby wzbudzać zaufanie, a nie tylko wypełniać szablon. To wymaga człowieka, który rozumie, jak Google ocenia jakość contentu w 2025 roku – i ma punkty odniesienia z setek zaudytowanych stron.
Bezpłatny skaner to narzędzie diagnostyczne. Audyt SEO to diagnoza z receptą.
Ile trwa audyt SEO i kiedy dostanę raport?
Czas realizacji zależy od skali projektu i zakresu analizy. Dla małej strony usługowej lub wizytówki firmowej (do 50 podstron) raport dostarczam zazwyczaj w ciągu 3–5 dni roboczych od otrzymania dostępu do Google Search Console i briefu.
Dla średnich witryn (50–500 podstron) – sklepy internetowe, serwisy blogowe, strony korporacyjne z wieloma podstronami usług – czas wydłuża się do 5–8 dni. Dodatkowy czas wynika z konieczności pełnego crawlu, analizy struktury linkowania wewnętrznego, przeglądu ręcznego kluczowych podstron i analizy profilu linków zewnętrznych.
Dla dużych projektów (powyżej 500 podstron, e-commerce, portale) – 10–14 dni roboczych. Przy tego rodzaju stronach audyt techniczny SEO wymaga analizy warstwy serwera (logi, konfiguracja cache), segmentacji raportów według typów podstron (kategorie, produkty, blog) i osobnej analizy kanibalizacji fraz na poziomie całego serwisu.
W każdym przypadku przed rozpoczęciem podaję szacowany termin i informuję o każdym opóźnieniu. Po dostarczeniu raportu masz możliwość zadania pytań – odpowiadam na nie w ciągu 48 godzin.
Czy audyt SEO jest bezpłatny?
Zależy od zakresu. Oferuję
bezpłatny audyt w wersji uproszczonej: przeglądam kluczowe wskaźniki techniczne, sprawdzam podstawowe błędy on-page i daję Ci pisemne podsumowanie z najważniejszymi obserwacjami. To dobry punkt startowy – pozwala ocenić skalę problemów i zdecydować, czy potrzebujesz pełnej analizy.
Pełny audyt SEO jest płatny. Różnica jest zasadnicza: bezpłatna wersja to przegląd z 10–15 punktami obserwacji. Pełna analiza obejmuje crawl całej strony, analizę wszystkich danych z Google Search Console, szczegółowy raport Core Web Vitals, analizę profilu linków zewnętrznych, review on-page kluczowych podstron, wycenę wpływu każdego błędu na widoczność i kompletną dokumentację wdrożeniową.
Wycenę pełnego audytu przygotowuję indywidualnie – po podaniu URL i krótkiego opisu projektu. Bezpłatna wersja nic Cię nie kosztuje i nie zobowiązuje do dalszej współpracy.
Co to jest Core Web Vitals i jak sprawdzam je w audycie?
Core Web Vitals to trzy metryki wydajności strony, które Google włączył jako czynnik rankingowy w 2021 roku. Każda mierzy inny aspekt doświadczenia użytkownika:
LCP (Largest Contentful Paint) – czas do wyrenderowania największego elementu widocznego w oknie przeglądarki (zazwyczaj główny obraz lub duży blok tekstu). Próg „dobrego” wyniku to poniżej 2,5 sekundy. Powyżej 4 sekund – wynik słaby. Najczęstsze przyczyny słabego LCP: nieoptymalne obrazy bez kompresji i nowoczesnych formatów (WebP, AVIF), nieużywane zasoby JavaScript blokujące rendering, brak preload na krytycznych zasobach.
INP (Interaction to Next Paint) – czas reakcji strony na interakcje użytkownika (kliknięcia, naciśnięcia klawiszy). Zastąpił FID w 2024 roku. Próg dobry: poniżej 200 milisekund. Słaby: powyżej 500 ms. Problemy zwykle leżą w ciężkich skryptach JavaScript wykonywanych w wątku głównym przeglądarki.
CLS (Cumulative Layout Shift) – suma nieoczekiwanych przesunięć layoutu podczas ładowania strony. Wynik dobry: poniżej 0,1. Typowe przyczyny: brak zdefiniowanych wymiarów obrazów i elementów wideo, dynamicznie wstrzykiwane reklamy lub bannery bez zarezerwowanego miejsca.
W audycie mierzę każdą metrykę w dwóch trybach: dane laboratoryjne (PageSpeed Insights / Lighthouse – moje własne testy) i dane terenowe (CrUX – rzeczywiste doświadczenie użytkowników Chrome). Google używa danych terenowych do rankingów, więc to one są prawdziwą miarą. Różnica między lab a field data często wskazuje specyficzne problemy z konkretnymi grupami urządzeń lub połączeń.
Czy audyt SEO jest potrzebny, jeśli moja strona ma ruch?
Tak – i często właśnie wtedy jest najbardziej wartościowy. Strony z ruchem mają dane historyczne, które pozwalają identyfikować trendy i potencjał, który się marnuje. To zupełnie inne zadanie niż diagnoza strony bez historii.
Konkretne scenariusze, w których audyt ujawnia ukryte możliwości na stronie z ruchem: frazy w pozycjach 4–15 (tzw. „low hanging fruit”), które z drobnymi korektami on-page mogą wejść do top 3 – bez budowania linków; strony z wysokim ruchem i niskim współczynnikiem konwersji, bo intencja wyszukiwania jest źle zaadresowana; kanibalizacja fraz, gdzie dwie podstrony walczą o ten sam klaster tematyczny i wzajemnie obniżają swoje pozycje; content decay – artykuły, które miały ruch rok temu, ale straciły go przez aktualizacje algorytmu bez żadnych zmian po Twojej stronie.
Moje
realizacje i efekty pozycjonowania pokazują, że audyt na stronie z istniejącym ruchem często przynosi szybsze wyniki niż praca od zera – bo optymalizujesz to, co już istnieje, zamiast budować od podstaw.
Jak często robić audyt SEO?
Istnieje kilka konkretnych sytuacji, które zawsze wymagają pełnej analizy niezależnie od czasu od ostatniego przeglądu.
Nowa strona lub nowa domena – przed startem kampanii pozycjonowania, żeby wiedzieć, od jakiego fundamentu technicznego zaczynamy. Audyt techniczny SEO na tym etapie pozwala uniknąć budowania widoczności na stronie z poważnymi błędami indeksowania.
Po redesignie lub migracji – zmiana CMS, zmiana struktury URL, przeniesienie na nowy hosting, przepisanie szablonu. To najczęstszy moment, w którym znikają canonicale, psują się redirecty, robots.txt zaczyna blokować nowe zasoby, a Core Web Vitals skaczą w górę przez ciężkie nowe elementy interfejsu.
Po Core Update Google – każda duża aktualizacja algorytmu może istotnie zmienić widoczność. Audyt po Core Update pozwala zrozumieć, które strony zostały dotknięte i dlaczego – i zaplanować odpowiedź.
Jako regularny przegląd – co 12–18 miesięcy, nawet jeśli nie ma dramatycznych zmian widoczności. SEO to dynamiczne środowisko: standard techniczny sprzed dwóch lat może być dziś przyczyną słabych wyników. Regularny przegląd to profilaktyka, nie diagnostyka kryzysowa.
Jeśli dotarłeś do tego miejsca, wiesz już, jak wygląda mój proces analizy i co dostajesz w raporcie. Następny krok należy do Ciebie.
Zacznij od bezpłatnego audytu – przejrzę Twoją stronę bez kosztów i bez zobowiązań, i dam Ci na piśmie, co widzę. Jeśli okaże się, że potrzebujesz pełnej analizy, wycenię ją indywidualnie. Jeśli bezpłatna wersja wystarczy – masz działania do wdrożenia od razu.
Pracuję z projektami różnej skali: od jednoosobowych firm usługowych po sklepy internetowe i serwisy korporacyjne. Moje certyfikaty i wyniki w top 3 możesz sprawdzić bez moich zapewnień.